Marketing

rainbow

Archiwum film

Nasze czystopolskie plakaty kinowe. Prosto z Ameryki!

Dodano Wrzesień 8th, 2009

b15Kiedy przyjrzymy się różnicy między plakatami kinowymi z minionych dziesięciu lat, czy nawet dłuższego okresu czasu a plakatami, które obecnie zachęcają nas do obejrzenia filmu, mamy wrażenie, że już bardziej nie można zamerykanizować Polski. Bolesne jest to, że nie możemy wymyślić czegoś własnego, naprawdę naszego, a wciąż naszym wzorem do naśladowania są amerykańskie twory. Patrząc na plakaty, którymi obwieszone są polskie kina, trudno jest wywnioskować po samej oprawie graficznej, czy idziemy na film z Polski czy może niekoniecznie? Niektórzy są szczególnie zbulwersowani widokiem plakatów. Powstały nawet blogi wyśmiewające tę amerykanizację i wytykające błędy. Dla przykładu podać można słynny (niestety nie w pozytywnym tego słowa znaczeniu) plakat filmu „Popiełuszko”, na którym widnieje aktor, który nijak ma się do fabuły filmu, a ubrany jest tak, jakby pozował raczej do ulotki promującej sklep z odzieżą, niż do filmu o takim tytule. Ale właściwie plakaty są adekwatne do stylu tworzenia filmów. Kultowy „Rejs”, „Miś” czy „Seksmisja” są filami jedynymi w swoim rodzaju i oglądamy je z ogromnym sentymentem. Starsze pokolenia nigdy nie przestaną mówić o ich niezwykłości, a te tytuły wypisały się na zawsze w naszych pamięciach. Nie same tytuły, ale sama wartość tych filmów, nakręconych ze smakiem i wyczuciem. Czy potrafimy wymienić parę tytułów współczesnych filmów polskich, które zapadły nam w pamięci i które nie należałyby do kategorii „komedia romantyczna”? Nie bardzo. W dodatku ta sama kadra aktorów, wszystko wyświechtane do reszty, wszystko na jedno kopyto. Wszystko stylizowane na produkcje amerykańskie. Bo to, co sprzedaje się tam, sprzeda się także w Polsce. To prawda. I plakaty doskonale obrazują to, co filmy mają nam do zaproponowania. Takie nawiązywanie do Ameryki i tamtejszych filmów jest nieporozumieniem, a mimo to kolejna próba wciśnięcia nam czegoś w stylu komedii romantycznej kończy się i tak sukcesem. A plakaty? Coraz bardziej „wypasione”, coraz bardziej amerykańskie.